Operacja GoldenEve

Właśnie wróciliśmy z supertajnej misji, kryptonim GoldenEve. Jej celem było powitanie Nowego Roku. Zostaliśmy na nią wysłani w okresie 29.12.2016-1.01.2017 do Węgierskiej Górki. Nie obyło się bez wybuchów i pościgów. Co prawda były to jedynie petardy i kulig, ale pomogło nam to we wcieleniu się w nasze role. Otóż: wszyscy uczestnicy okazali się być agentami różnych światowych wywiadów. Każdy z nas otrzymał supertajną przesyłkę od M. Dostaliśmy w niej dalsze instrukcje i gadżety na miarę prawdziwego agenta. Wszystkim przypisano indywidualne zadania, których wykonanie było jedynym sposobem na pokonanie pozostałych drużyn.
Aby dobrze rozpracować przeciwników, poznawaliśmy ich zwyczaje podczas International Night. Jest to tradycja polegająca na próbowaniu przysmaków, które przywieźli uczestnicy wydarzenia z różnych zakątków Europy. Biletem wstępu na imprezę było posiadanie nietypowego nakrycia głowy – szanujący się agent zawsze dba o dobry kamuflaż. Następnego dnia rozdzieliliśmy się. Część agentów robiła rozpoznanie w pobliskim browarze Żywiec. W tym czasie druga grupa, po odnalezieniu bazy wroga w pobliskich górach, musiała pokonać zaśnieżone, otoczone przez nieprzyjaciół stoki na nartach lub snowboardzie. Wieczór również nie należał do spokojnych. Próbowaliśmy zgubić szpiegów podczas kuligu. Gdy misja została wykonana, mogliśmy zasiąść przy ognisku, posilić się i integrować z agentami, niejednokrotnie w celu zebrania większej ilości informacji na temat ich samych oraz kraju, z którego pochodzą. W ciągu tych czterech dni miały miejsce tajne spotkania, na których agenci omawiali z przełożonymi plan działania. Należało wykonać najróżniejsze zadania. Każdy z nas miał swoje zakazane słowo, którego wypowiedzenie oznaczało punkty dla przeciwnej drużyny. Wzięliśmy również udział we wspólnej odprawie, podczas której w formie quizu sprawdzaliśmy swoją znajomość filmów o 007. Nie zabrakło prób sabotażu - wielu agentów próbowało zmienić swoją tożsamość na czas trwania operacji GoldenEve, np. kradnąc identyfikatory przeciwników. Jednak najbardziej niezapomniane chwile nadeszły w sobotni wieczór. Schodząc do pięknie przystrojonej sali balowej, na każdym kroku mijaliśmy szarmanckich gentelmenów w garniturach i czarujące damy. Goście pokazali klasę zarówno swym ubiorem, jak i zachowaniem. Należało jednak pozostać czujnym - każdy przecież miał ukrytą broń i uzyskał już wiele informacji na nasz temat. Miał również miejsce turniej pokera, podczas którego agenci udowodnili, że nie boją się grać va bank. Podczas pokazu fajerwerków złożyliśmy sobie życzenia, a następnie spisaliśmy nasze noworoczne postanowienia. Tańce trwały do białego rana.

Wszystkie piękne wspomnienia zawdzięczamy trójce niezwykłych osób. Ich ciężka praca zaowocowała niesamowitą atmosferą. Sebastian Skoczeń, Paulina Stochel i Gosia Szulc- to dzięki nim fani Jamesa Bonda mogli poczuć się, jakby ich życie stało się na kilka dni filmem akcji, w którym czeka wiele niespodzianek i niecodziennych znajomości. Koordynatorzy stworzyli wydarzenie, które zapamiętamy na długo. :)
Po kilku dniach spędzonych wśród EESTECerów z różnych europejskich krajów, dla nikogo już nie istniała bariera językowa; stworzyliśmy nowy polsko- angielsko- niemiecko- francusko- słoweńsko- węgiersko- grecko- serbsko- włosko- portugalsko- turecko- łotewsko- rumuńsko- szwedzki język, którym porozumiewali się nowi międzynarodowi znajomi. Niektórzy zagraniczni agenci twierdzą, że ponownie dostali misję w Krakowie, ponieważ wrócili do nas już po tygodniu. Uważamy, że to była tylko przykrywka, a Polska po prostu bardzo im się spodobała.